Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele
Walter Lippmann

Chaos na cmentarzach.

Chaos na cmentarzach.

Po nagłej decyzji rządu o zamknięciu cmentarzy od soboty, tłumy ruszyły w kierunku nekropolii, runęły też plany organizacyjne komunikacji publicznej, a handlowcy, szczególnie kwiaciarze, liczą straty...

Ogłoszona w piątek po południu decyzja rządu o zamknięciu cmentarzy już od soboty
do poniedziałku zaskoczyła wszystkich. Natychmiast po jej ogłoszeniu tłumy ludzi ruszyły
na cmentarze, co spowodowało, że apel o ograniczanie wizyt okazał się przeciwskuteczny, ponieważ wszyscy, którzy postanowili rozłożyć wizyty w czasie, zmuszeni zostali do tłoczenia się między grobami. Pogłębiło to utrudnienia w organizacji ruchu wokół nekrepolii, gdzie zaczęły tworzyć się zatory. Wynikły z tego bałagan w połączeniu z szybko zapadającą ciemnością i padającym deszczem sprawił, że na drogach było jeszcze bardziej niebezpiecznie niż zazwyczaj. Firmy zajmujące się transportem publicznym także w pośpiechu musiały zmieniać wcześniej przygotowywane plany. Postanowienie rządu zirytowało wiele osób będących w podróży do często odległych miejsc pochówku swoich bliskich.

Najwięcej pretensji i żalu mają jednak sprzedawcy kwiatów i zniczy, którzy zainwestowali często spore środki w towar, który nie zostanie sprzedany. Najbardzie boleśnie odczują to drobni, sezonowi handlowcy. Chryzantemy, których hodowla jest pracochłonna i długotrwała, po prostu trzeba będzie wyrzucić. Plantatorzy i handlowcy są załamani i rozczarowani decyzją rządu.

W kontekście zagrożenia epidemicznego przyjęte rozwiązanie także jest powszechnie krytykowane, ponieważ przy normalnym funkcjonowaniu cmentarzy można było rozłożyć wizyty w czasie, a tymczasem doprowadzono do kumulacji odwiedzających w jedno popołudnie, powodując jednocześnie chaos na drogach wokół cmentarzy.

Komentarze są wyłączone.